- Słyszałaś?- pytam się.Słyszę jak coś mamrocze. Nie rozumiem jej, ale wiem, że mocno płacze- Słuchaj, spotkajmy się za 15 minut na obrzeżach parku od strony Michingan Avenue, czekam!- mówię. Odkładam telefon i wychodzę.
...
Biegnę. Docieram na miejsce w ciągu 4 minut. Widzę Jennifer przed taśmą oddzielającą miejsce zbrodni. Płacze, to jest pewne. Podchodzę do niej i od razu ją przytulam. Wciska się we mnie i wpada w histerię. Uspokajam ją, próbuję jej mówić, że wszystko będzie dobrze, lecz w ogóle mnie nie słucha.
- KTO TO ZROBIŁ?!- krzyczy i opada powoli na trawnik trzymając się mnie. Przez ciągnięcie moich ubrań prawie ściąga mi spodnie, lecz udaje mi się w ostatniej chwili je przytrzymać. Opada na trawnik. Wygląda jak zbity pies.
- Uspokój się i wstawaj!- krzyczę. Biorę ją za rękę i pociągam do siebie żeby wstała. Szturcham ją lekko. Po chwili się uspokaja.
- Nie rozumiem...co się stało?! Kto i jak?- łże. Kładę dłoń na jej głowie i pozwalam się jej do mnie przytulić. Czuję zapach jej pięknych włosów które pachą miętą z nutką cytryny. Dopiero tera uświadamiam sobie że się we dwójkę trzęsiemy.
Spoglądam na martwe ciała. David ubrany jest w niebieską baseballówkę oraz zielone spodnie. Jessica natomiast, ma ubrany czerwony t-shirt i jeansową, krótką spódniczkę sięgającą troszkę powyżej kolan. Ich głowy są zmasakrowane. Oprócz znaku na czole, mają rozszarpane oczy z których wyciekła już krew. Jeszcze jedna rzecz która mnie zszokowała to to, że mają zmasakrowaną szyję. Widać rozgryzioną tętnicę szyjną oraz brak krtani. Chce mi się wymiotować na ten widok. Słyszę lekarza który mówi do policjanta, że morderstwa dokonano około dwudziestu pięciu minut temu. Stoimy jeszcze chwilę z Jennifer, gdy nagle staje się coś dziwnego.
Okropny dźwięk głębokiego, głośnego krzyku przeszywa wszystkich którzy stoją w pobliżu miejsca zbrodni. Słońce przykrywa czarna jak węgiel chmura. Nagle obok ciał uderza piorun. Przez dłuższą chwilę nic się nie dzieje, aż w końcu ziemia zaczyna dziwnie drżeć. Najpierw czuję lekkie wibracje które coraz mocniej narastają.
- Co się dzieje?- pyta przerażona Jennifer.
- Nie wiem.- odpowiadam.
Około 10 metrów od ciał ziemia tak jakby się otwiera. Jakaś dłoń z wielkimi pazurami wynurza się na powietrze, a podłoże w tym miejscu staje się coraz szersze. Dłoń razem z pazurami ma około pięćdziesięciu centymetrów. Kiedy wynurza się cała, przechodzi wszystkich w około okropny, bolesny jęk. Z ziemi wynurza się postać w czarnym ubiorze. Ma wielki spiczasty kaptur, nałożoną długą szatę oraz wielkie pazury na obu dłoniach które mają liczne rany wypełnione krwią. Ubiór tego potwora jest mocno zniszczony. Końcówki szaty są rozszarpane. Nie mogę zauważyć twarzy. Kaptur ją przysłania. Jedyne co widzę to to, że ma białe kropki w oczach, które chyba nimi są. Chwile stoi w miejscu i spogląda się na wszystkich. Lekarz który jest przy nim cały drży aż w końcu wydaje głośny okrzyk. Potwór go zauważa. Doktor chce uciec w naszą stronę, jest odwrócony głową do nas, lecz kiedy wstaje palce z pazurami potwora rozszerzają się i przeszywają ciało lekarza w okolicach klatki piersiowej i głowy. Krew tryska na mnie i Jennifer, ona wydaje głośny okrzyk, lecz potwór nie wydaje się być nią zainteresowany. Postać odwraca się do Davida i Jessici. Bierze go na ręce i podnosi wysoko do góry, na pazurach które przebijają jego ciało. Potwór wymawia jakieś słowa w kierunku czarnej chmury i rzuca go w głąb ziemi, z której wyszedł. Tak samo robi z Jessicą, tyle że nie rzuca jej w ziemię tylko wchodzi z nią do niej. Postać powoli wnika w glebę. Ziemia się osuwa i się zasypuje. Chmura wydaje jakieś dziwne dziwne dźwięki. Policja i inne służby stoją w otępieniu z przerażonymi wyrazami twarzy. Z góry słyszę głośny huk, a następnie piorun uderza w auto policyjne, które jest około 15 metrów obok nas. Pojazd eksploduje, a następnie inne auta służb ratowniczych które są w pobliżu. Odrzuca nas na około 20 metrów. Uderzam w drzewo. Czuję jak krew spływa mi z głowy. Kiedy wstaję, widzę, że wszystkie pojazdy służb ratowniczych, kanałów telewizyjnych, prasy oraz stacji radiowych stoją w płomieniach a w okół są same ciała. Pomagam wstać Jennifer. Jej nic się na szczęście nie stało ponieważ trzymała się mnie podczas eksplozji i nie uderzyła w drzewo tak jak ja, tylko obok niego upadła. Chmura na niebie opada na ziemię. Widzę jak wchłania ofiary i gasi ogień. Przechodzi na miejsce gdzie potwór wyszedł z ziemi, a następnie wchłania się do gleby.
Natychmiast powstaje wielka mgła, kiedy zanika ofiar wybuchu już nie ma.
- KTO TO ZROBIŁ?!- krzyczy i opada powoli na trawnik trzymając się mnie. Przez ciągnięcie moich ubrań prawie ściąga mi spodnie, lecz udaje mi się w ostatniej chwili je przytrzymać. Opada na trawnik. Wygląda jak zbity pies.
- Uspokój się i wstawaj!- krzyczę. Biorę ją za rękę i pociągam do siebie żeby wstała. Szturcham ją lekko. Po chwili się uspokaja.
- Nie rozumiem...co się stało?! Kto i jak?- łże. Kładę dłoń na jej głowie i pozwalam się jej do mnie przytulić. Czuję zapach jej pięknych włosów które pachą miętą z nutką cytryny. Dopiero tera uświadamiam sobie że się we dwójkę trzęsiemy.
Spoglądam na martwe ciała. David ubrany jest w niebieską baseballówkę oraz zielone spodnie. Jessica natomiast, ma ubrany czerwony t-shirt i jeansową, krótką spódniczkę sięgającą troszkę powyżej kolan. Ich głowy są zmasakrowane. Oprócz znaku na czole, mają rozszarpane oczy z których wyciekła już krew. Jeszcze jedna rzecz która mnie zszokowała to to, że mają zmasakrowaną szyję. Widać rozgryzioną tętnicę szyjną oraz brak krtani. Chce mi się wymiotować na ten widok. Słyszę lekarza który mówi do policjanta, że morderstwa dokonano około dwudziestu pięciu minut temu. Stoimy jeszcze chwilę z Jennifer, gdy nagle staje się coś dziwnego.
Okropny dźwięk głębokiego, głośnego krzyku przeszywa wszystkich którzy stoją w pobliżu miejsca zbrodni. Słońce przykrywa czarna jak węgiel chmura. Nagle obok ciał uderza piorun. Przez dłuższą chwilę nic się nie dzieje, aż w końcu ziemia zaczyna dziwnie drżeć. Najpierw czuję lekkie wibracje które coraz mocniej narastają.
- Co się dzieje?- pyta przerażona Jennifer.
- Nie wiem.- odpowiadam.
Około 10 metrów od ciał ziemia tak jakby się otwiera. Jakaś dłoń z wielkimi pazurami wynurza się na powietrze, a podłoże w tym miejscu staje się coraz szersze. Dłoń razem z pazurami ma około pięćdziesięciu centymetrów. Kiedy wynurza się cała, przechodzi wszystkich w około okropny, bolesny jęk. Z ziemi wynurza się postać w czarnym ubiorze. Ma wielki spiczasty kaptur, nałożoną długą szatę oraz wielkie pazury na obu dłoniach które mają liczne rany wypełnione krwią. Ubiór tego potwora jest mocno zniszczony. Końcówki szaty są rozszarpane. Nie mogę zauważyć twarzy. Kaptur ją przysłania. Jedyne co widzę to to, że ma białe kropki w oczach, które chyba nimi są. Chwile stoi w miejscu i spogląda się na wszystkich. Lekarz który jest przy nim cały drży aż w końcu wydaje głośny okrzyk. Potwór go zauważa. Doktor chce uciec w naszą stronę, jest odwrócony głową do nas, lecz kiedy wstaje palce z pazurami potwora rozszerzają się i przeszywają ciało lekarza w okolicach klatki piersiowej i głowy. Krew tryska na mnie i Jennifer, ona wydaje głośny okrzyk, lecz potwór nie wydaje się być nią zainteresowany. Postać odwraca się do Davida i Jessici. Bierze go na ręce i podnosi wysoko do góry, na pazurach które przebijają jego ciało. Potwór wymawia jakieś słowa w kierunku czarnej chmury i rzuca go w głąb ziemi, z której wyszedł. Tak samo robi z Jessicą, tyle że nie rzuca jej w ziemię tylko wchodzi z nią do niej. Postać powoli wnika w glebę. Ziemia się osuwa i się zasypuje. Chmura wydaje jakieś dziwne dziwne dźwięki. Policja i inne służby stoją w otępieniu z przerażonymi wyrazami twarzy. Z góry słyszę głośny huk, a następnie piorun uderza w auto policyjne, które jest około 15 metrów obok nas. Pojazd eksploduje, a następnie inne auta służb ratowniczych które są w pobliżu. Odrzuca nas na około 20 metrów. Uderzam w drzewo. Czuję jak krew spływa mi z głowy. Kiedy wstaję, widzę, że wszystkie pojazdy służb ratowniczych, kanałów telewizyjnych, prasy oraz stacji radiowych stoją w płomieniach a w okół są same ciała. Pomagam wstać Jennifer. Jej nic się na szczęście nie stało ponieważ trzymała się mnie podczas eksplozji i nie uderzyła w drzewo tak jak ja, tylko obok niego upadła. Chmura na niebie opada na ziemię. Widzę jak wchłania ofiary i gasi ogień. Przechodzi na miejsce gdzie potwór wyszedł z ziemi, a następnie wchłania się do gleby.
Natychmiast powstaje wielka mgła, kiedy zanika ofiar wybuchu już nie ma.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńrzal ;-:
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńRobi się ciekawie. Mam jednak dwie uwagi:
OdpowiedzUsuń"łże" - podejrzewam, że chodziło Ci o "łka", łże = kłamie
"postać w czarnym ubiorze" - w ubraniu :)
Czekam na kolejny rozdział
_
http://ignis-vitae.blogspot.com/
Dokładnie to samo miałam zamiar napisać :)
UsuńNaprawdę jest mrocznie, serce biło mi jak oszalałe jak to czytałam. Czekam na więcej. Mam jednak jeszcze jedną uwagę "Jedyne co widzę to to, że ma białe kropki w oczach, które chyba nimi są" Nie bardzo rozumiem tego zdania, czy chodziła ci o to, że w miejscu, gdzie powinny być oczy ma białe plamy, które najwyraźniej są narządem wzroku tego potwora?
OdpowiedzUsuń