- Jen, spokojnie! To już minęło! Nie ma się czego bać.- mówię do niej. Patrzy na mnie przez chwilę, a następnie się przytula. Uliczka jest bardzo wąska. Położona jest pomiędzy dwoma ceglanymi kamieniczkami. Widzę jak patrole policji, straże pożarne i karetki przejeżdżają. Biorę Jennifer za rękę, a następnie kierujemy się w kierunku mojego domu.
- Nie zwracaj na siebie szczególnej uwagi.- mówię- to może zwrócić na nas czyjąś uwagę i mogą nas podejrzewać o spowodowanie tego..szalonego zdarzenia.
Pewnie znaleźli już ciało tego doktora. Nie chcę o tym myśleć, lecz to wspomnienie jakoś samo nawraca. Jen idzie z założonymi rękoma i stara się unormować oddech. Kiedy docieramy do domu, każę Jennifer iść do mojego pokoju, a ja w tym czasie idę sprawdzić jak się czuje mój brat i mama. Nadal śpią, więc idę do Jennifer. Siedzi na łóżku i ogląda wiadomości w telewizji. Mówią o wypadku w parku. Całe USA o tym gada.
- Będzie dobrze...- mówię- złapią tego kto to zrobił, ale...albo...nie.
- To jest kompletnie popieprzone! Nierealne!!!- krzyczy i zaczyna wpadać w histerię.
- Jennifer uspokój się! Paniką niczego nie rozwiążesz!- odpowiadam.
- Nie rozwiąże?! Tego nie da się rozwiązać! To coś nawet nie było człowiekiem! Widziałeś co tam się stało, ja też i nie wiadomo co to było! To było coś zza światów!- mówi.
- Dobrze, już dobrze- przyciągam ją do siebie a ona się przytula- Później odprowadzę cię do domu.
...
Jest godzina dwudziesta druga czterdzieści cztery. Moja mama ogląda telewizję, a brat śpi. Jennifer również śpi na moim łóżku. Postanawiam ją zaraz obudzić, lecz przed tym chodzę na dół do mamy. Siedzi na fotelu i ogląda telewizor. Podchodzę do niej.
- Mamo idę odprowadzić Jen, będę za trzydzieści minut- mówię.
- Dobrze, tylko uważajcie na siebie. Kto wie czy ten zabójca nie chodzi po osiedlu i czyha- odpowiada.
- Oj przestań...- mówię i wychodzę a następnie kieruję się na górę do mojego pokoju.
Podchodzę do leżącej Jennifer i lekko ją szturcham. Po chwili się wybudza.
- Chodź odprowadzę cię do domu- mówię.
- Okay- odpowiada a następnie wstaje i schodzi po schodach na dół do przedpokoju.
Wychodzimy. Noc jest duszna i wilgotna. Jen mieszka około 10 minut od mojego domu, więc w sumie jest niedaleko.
- Nie mogę o tym zapomnieć- Jen przerywa ciszę- to było coś okropnego.
- Słuchaj, mówiłem Ci że nie masz o tym myśleć. Po prostu nie zawracaj sobie tym głowy, pomyśl o czymś innym- odpowiadam.
- Łatwo Ci powiedzieć...tak się nie da- mówi.
Od tego momentu już się nie odzywa. Idziemy znowu w ciszy. Jesteśmy około kilometra od mojego miejsca zamieszkania w miejscu gdzie jest niewielka polanka która odgradza dzielnicę Night od dzielnicy Day. Poruszamy się po małej dróżce a po bokach rosną niewielkie drzewa.
Słyszę nagle jakiś chrzęst. Jen od razu zamiera i się zatrzymuje. Ja tak samo. Odwracam się, lecz nic nie widzę. Może to po prostu jakiś szczur lub coś w tym stylu. Idziemy dalej. Nagle nasz słuch rozdziera okropnie głośny i przeraźliwy pisk. Przed nami ziemia z ogromną szybkością się otwiera a z podziemi wypełza ta sama postać która była dzisiaj w parku, tyle że bez tych długich pazurów. Jen upada na ziemię, zemdlała. Potwór wydaje jakiś warkot. Bierze rękę przed siebie, a mnie odpycha do tyłu. Krzyczę a następnie upadam na ziemię. Zakapturzona postać podchodzi do Jen, podnosi ją i bierze na ręce. Ja natomiast wstaję i podbiegam do tego potwora który odwrócił się w stronę dziury i do niej podchodzi. Biegnę co sił w nogach. Wyciągam ręce i skaczę jak długi. Potwór wskakuję do ziemi, lecz udało mi się złapać jego spiczasty kaptur. Czuję smród w glebie, a następnie ziemia się zasypuję. Słyszę jakieś trzaski i piski, tutaj jest gorąco. Ziemia rozstępuje się pod nami. Odgłosy stają się coraz głośniejsze. Udało mi się coś zerwać z szyi potwora, lecz nie wiem co to jest.
W końcu tracę przytomność.
Ciekawe, ciekawe... Piszesz ciekawie, ale z małymi błędami. Opowiadanie jest interesujące. Jest akcja i wszystko się trzyma. Fajnie. Pozdrowienia i życzę weny ;)
OdpowiedzUsuńzapraszam na 4 rozdział :)
UsuńHo ho, ho. "Będzie dobrze...- mówię- złapią tego kto to zrobił, ale...albo...nie." Rozbawiło mnie to, chłopak umie pocieszać, nie ma co :D
OdpowiedzUsuńDaj znać jak napiszesz i opublikujesz 4 rozdział :)
Usuń----
http://oko-w-oko-z-przeznaczeniem.blogspot.com/
zapraszam na 4 rozdział :)
Usuń